na myśleniu kategoriami totalnie oderwanymi od rzeczywistości, byleby coś zabrzmiało jak ładna sentencja (typu dla dziewczyn nie-hetero przyjaźń to perwersyjna gra wstępna, przekonanie więcej niż szkodliwe, ze szkodą dla środowiska promowane w L Wordzie) albo opis-zjawiska-w-pigułce (lesby coś tam). Potem wstyd i masowanie skroni. Jak wczoraj: N. przydreptała z najnowszą Repliką, w środku artykuł o Nieformalnej Grupie Pomoże, na której bloga możecie zajrzeć klikając tutaj. Przy tekście, wiadomo, zdjęcie. I odezwała się w A. albo we mnie mała fiksacja na punkcie subkultur: "wszystkie tak samo wyglądają w tej branży". To znaczy tak, ma branża, przynajmniej ta, z którą mam styczność, swoje mody i trendy, co jest zresztą zupełnie naturalne i zdrowe, ale żeby #kopiujwklej? Do tego na tej konkretnej fotografii - nienienie, przekrój jak na zdjęciu klasowym z ogólniaka. OK, większość z dziewczyn jest w czarnych bluzkach bez rękawów, ale do diabła - i tu się reflektuję i mówię, "striptizu nie będzie, ale coś wam pokażę", i rozpinam dwa guziki swojej ulubionej czarnej koszuli. Na co A. zaczyna się chichrać i ściągać tą swoją zieloną bluzę z kapturem, tej w której wygląda jak pomocnik świętego Mikołaja. No bo kurde, trudno nie mieć w szafie czarnej wąskiej na ramiączkach. Czarna wąska na ramiączkach - zawsze i wszędzie i do wszystkiego. Chyba że jesteś jak N.: jedyna lesbijka z nas trzech, nie to co my ze swoim Odpierdol się prajdem, lesba pancerna w koszulce Depeszów, co ją przestali na ulicy z chłopakiem mylić dopiero gdy pół głowy ogoliła. Taki mały twist na koniec, a ponieważ nie mam ilustracji, wkleję bohaterkę replikowych transakcji, no bo co, kurcze blade, blog jest dla dorosłych, dałam ostrzeżenie, teraz skorzystam z przywilejów:
